Xerotigano, croustillon, oliebollen, bugnes…

    3.43 pobudka 4.00 wyjazd 4.20 szpital 4.33 L. na łóżku 4.52 Oskar urodzony. Znaki szczególne: podobny do Ryszarda Kalisza J    I chociaż od piątku nie udało mi się ustalić, czy Ryszard Kalisz już o tym wie, to przyznać muszę, że kiedy dostaje się taką wiadomość o 7 rano, dzień zaczyna się bardzo…

Continue Reading

Krem de la krem…

    Myśli zaplątane w oczekiwanie. Całe kłębki tego czekania. Głównie w kolorze zielonym. Bawi się nimi czas. Dobrze się bawi. A ja czekam. My czekamy.   Dziś wraca synek pierwszy. Po raz pierwszy wyjechał na tak długo. I kolejne dziecko wróci już nie to samo. Zmienione, doroślejsze, bogatsze o  wydarzenia, o których nie mamy…

Continue Reading

Ananasowa tarta Tatin z marakują.

  Ograniczam do minimum wszelką aktywność. Robię dokładnie tyle, ile muszę. Trochę jakby bez energii, nerwa, który każe wciąż biec szybciej. Jeśli gotowanie to bardzo szybkie, minimalistycznie. Zupa krem z trzech składników (o niej będzie jutro, zapraszam), rozgrzewa i syci. Raduje oczy nieśmiałą zielenią. Jeśli ciasto to takie, którego przygotowanie nie zajmie więcej niż góra…

Continue Reading

Cicerchiata.

Zapraszam jeszcze dziś. Dziś jest słoneczne i pracowite. Podobnie jak wczoraj. Wieczorem ulepiliśmy, no dobrze, ja tylko robiłam zdjęcia, ponad 2 metrowego bałwana. Z nobliwym garnkiem jak kapeluszem, apetyczną marchewką zamiast nosa, szalikiem, który natychmiast przywarł do białego ciała i „ręcami jak grabie” stoi wciąż w ogrodzie i topnieje… Nie narzekam na zimę. Zimno być…

Continue Reading

Bułki maślane. I imię dla Anioła.

Jadę samochodem. Świat za szybą zachwyca. Biało-czarny odbiór jak za dawnych czasów, na starych fotografiach z mojego dzieciństwa. Dziś nie sposób odtworzyć jakiego właściwie koloru była ta kurtka czy płaszczyk na dziewczynce, co na sankach uśmiecha się do fotografa. Bura? Wielce możliwe. Tylko ten śnieg taki był, jednoznacznie biały.   I dziś śnieg jak z obrazka….

Continue Reading

Nareszcie „jutro” i pierogi z soczewicą.

Krajobraz wyciszony bielą. Wszędzie, jak mrozem zasiał. Nagie gałęzie drzew otulone szalem śnieżnej bieli. Lubię las zimą. Ma w sobie znacznie więcej spokoju i ciszy. Godności i tajemnicy. W chwilach takich jak ta, chciałabym biec do lasu, przed siebie, usiąść na zapomnianym pieńku gdzieś na polanie i zasłuchać się, zapatrzeć, naładować baterie błogością i wyciszeniem….

Continue Reading

WOŚP w Brukseli! Zapraszamy w imieniu…

Dni rozchodzą się jak świeże bułeczki. Za szybko. Pozostawiając smutne poczucie, że choć z wielkich apetytem, ba – z zachłannością nawet, smakowało się je w niepotrzebnym pośpiechu. A przecież miało być inaczej?! Bardziej odNowa, lepiej… I jeszcze będzie. Może jutro?   Wróciliśmy kilka dni temu. Do poukładania wciąż jeszcze kilka spraw. A tu już ważne dwa…

Continue Reading